Porady dla zadłużonych. Odcinek 3: Koszmarny sen komornika: znikające długi, niewidzialny dłużnik.

Koszmarny_sen_komornika_6845742

Być bankrutem to nie brzmi dumnie… Niemal zawsze bankructwo finansowe pociąga za sobą bankructwo życiowe: tracimy nie tylko wszystkie posiadane wcześniej pieniądze, ale również pracę, rodzinę, przyjaciół, pozycję społeczną. I w końcu także zdrowie. Tracimy życia sens, jakby powiedział poeta.

Jeśli czujesz się bankrutem ze względu na sytuację finansową, chciałbym Ci powiedzieć coś bardzo ważnego. Coś, co pozwoli ci inaczej spojrzeć na świat  i na Twoje  przyszłe życie. Zapamiętaj te słowa:

Bankructwo to nie obraz stanu konta. Bankructwo to stan ducha.

Zrozumiałeś ten przekaz? To bardzo proste. Nie powiodło ci się w finansach, to trudno, odpuść sobie użalanie się nad swoim losem. To każdy potrafi.  Że pozostają długi, których nigdy nie spłacisz? A ja się Ciebie zapytam: a czy to jest aby na pewno Twój problem? Czy masz wyrzuty sumienia, że nie spłacisz kredytu, który wcisnął ci jakiś „doradca” poprzez agresywną akwizycję, kiedy wcale nie miałeś zamiaru się zadłużać? Albo będziesz żałował kredytodawcę, bo wpakowałeś się w hipotekę frankową, kiedy wszyscy te kredyt brali, a teraz nie stać cię na spłatę horrendalnie wysokich rat?

No dobra, wiem, że żaden bank nie daruje ci niespłaconych długów. Więc coś musisz z tym zrobić, aby dalej żyć normalnie. Skoro swoich zobowiązań spłacić nie jesteś w stanie, masz dwa wyjścia. Albo pozbyć się długów w całości, albo – je zignorować.

Tym samym kontynuuję tematy z poprzedniego odcinka, który także poświęciłem osobom nie mającym szans nigdy spłacić swoich długów.

Potężnego wroga siłą nie pokonasz …

Co zatem proponuję, w sytuacjach, które uznawane są za te „bez wyjścia”?      Walkę!
Z  punktu widzenia dłużnika wygląda to na pojedynek mrówki ze słoniem – mam na uwadze wypowiedzenie wojny systemowi finansowemu.  Raczej na pewno tej walki mrówka nie wygra… Ja widzę tę kwestię zupełnie inaczej. Po pierwsze – nie zawsze konieczna jest otwarta wojna, czasem po prostu trzeba zejść z linii ciosów. Ale są sytuacje kiedy tę nierówną walkę warto podjąć. Sugeruję tu inne porównanie – aby dodać Ci nieco odwagi – przyjmijmy, że jest to pojedynek Dawida z Goliatem. Przypomnijmy: Dawid w tym boju odniósł pełne zwycięstwo. Ty też masz szansę wygrać. Jest jednak jeden warunek: musisz – tak jak Dawid – uzbroić się, tj. znaleźć odpowiednią procę. I czekać na błąd przeciwnika.

Tym samym wracam do odcinka nr 2 i do sztuczki, która wzbudziła największe zainteresowanie czytelników: chodzi oczywiście o „znikające długi”.  To może być właśnie twoja proca!

A bank w krzyk, bo … dług znikł!

Jeśli dany kredyt przestaje być spłacany, aby skutecznie należność tę egzekwować – bank musi udowodnić zarówno istnienie zobowiązania, jak  i jego wysokość. Jedyną drogą jest sąd. Bez wyroku sądu wierzyciel nie może przystąpić do egzekucji należności.

Okazuje się, że nierzadko bankowcy podchodzą do dokumentacji procesowej nonszalancko. Bardzo wiele jest bowiem zawiłości, kruczków prawnych, więc dość łatwo jest zrobić błąd w dokumentacji do sądu, czy też pomylić się na wcześniejszym etapie sprawy. Zadaniem eksperta od „znikania długów” jest wykazanie proceduralnych lub formalnych błędów po stronie banku.

Tego typu błędy mogą w konsekwencji spowodować oddalenie powództwa przez sąd o zapłatę należności z tytułu udzielonego kredytu. To już jednak wiedza dla najbardziej wtajemniczonych, jak ten cel osiągnąć.

Dodatkowe możliwości pozbycia  się w ten sposób długu powstają w sytuacji, kiedy bank sprzeda naszą wierzytelność firmie windykacyjnej.

W przypadku totalnego przekredytowania metoda „znikających długów” rzadko okaże się skuteczna, bowiem trzeba by tym sposobem podważyć w sądzie wszystkie Twoje zobowiązania. Szansa na to jest minimalna, a koszty prowadzenia wielu spraw w sądach – bardzo znaczące. Jeśli już pogubiłeś się w swoich długach, co często zdarza się moim klientom, aby  w miarę normalnie funkcjonować: musisz  zejść z linii ciosów.
W poprzednim odcinku nazwałem tę metodę jako „stanie się niewidzialnym”.

Komor! Kryj się!

Tytuł akapitu nie jest wyrazem mojej antypatii do byłego prezydenta RP. Komor to dość często używany skrót od pewnie najbardziej znienawidzonego zawodu świata, jakim jest komornik. Od razu zaznaczę: absolutnie nie podzielam tej opinii. Spotkałem bowiem w tej grupie zawodowej wielu całkiem porządnych ludzi, z którymi niemal zawsze dłużnik może się dogadać. Jednakowoż są też tacy komornicy, którzy potrafią zająć  (i szybko sprzedać) nie tylko traktor nie należący do dłużnika, ale także rzeczy posiadające symboliczną wartość rynkową przy ich spieniężeniu,  ale za to są bardzo użyteczne dla dłużnika (np. żelazko, telewizor, czy wózek dziecięcy). W mojej ocenie to już podchodzi pod sadyzm.  Niemniej jednak takie rzeczy się zdarzają i są przez polskie prawo akceptowane. Dlatego też, co pewien czas wybucha – niestety na krótko – afera, kiedy ktoś targnął się na życie w swoim mieszkaniu, właśnie podczas „wizyty” komornika. Pamiętajmy o jednym: nie walczmy z komornikiem, bo może nam skutecznie zatruć życie. Oczywiście za wyjątkiem  sytuacji kiedy przekracza on swoje uprawnienia.  Skoro więc wejście w spór nie ma sensu, najlepiej zejść egzekutorowi długów z drogi.

Nie musisz jechać do Hogwartu na szkolenie…

Praca komornika w niczym nie przypomina tego co wyrabiał w filmie „Komornik” Andrzej Chyra. Sposób działania kancelarii komorniczych to przede wszystkim wysyłka korespondencji do dłużnika oraz poszukiwanie majątku tegoż: kilkoma standardowymi metodami. Wiedza na ten temat, jakie są to metody, pozwala podjąć odpowiednie działania obronne. Skuteczne zabezpieczenie się przed zajęciami pozwoli ci uratować resztkę kasy, którą udało ci się zdobyć na przeżycie.

Wybacz, że muszę w tym miejscu zakończyć instruktaż co trzeba zrobić,  aby stać się niewidzialnym dla osób parających się profesją komornika. Rozwijanie tego tematu spowodowałoby pewnie ostrą reakcję wielu środowisk, nie tylko związanych z odzyskiwaniem długów.

Pozostaje niezwykle ważna kwestia, która będzie tematem kolejnego odcinka. Mam na uwadze społeczną, moralną ocenę ucieczki od długów, a także – oceny pracy takich osób jak ja, które w tych działaniach dłużnikom pomagają. Dziś na ten temat wypowiem się bardzo krótko: w każdym sporze pomiędzy kredytobiorcą a instytucją finansową stoję zawsze murem po stronie dłużnika.

Nie trafiają bowiem do mnie ani oszuści, ani też cwaniacy, którzy nabrali kredytów po to, by ich potem nie spłacać – tacy doskonale radzą sobie  bez mojej pomocy… Pomagam głównie osobom, które wpadły w tarapaty finansowe nie z własnej winy. Również takim, które po prostu nie mogą się z bankiem dogadać, pomimo,  że chcą spłacać swoje zobowiązania.

W ubiegłym tygodniu pisałem o metodach pomocy uczciwym ludziom najbardziej poszkodowanym przez los, czego konsekwencją są ciągnące się  za nimi długi. Jeśli nie pokażemy im drogi wyjścia z pętli zadłużenia – czeka ich niechybnie degradacja społeczna. Czy takie działanie może być negatywnie oceniane?  Przecież obowiązkiem każdego chrześcijanina –  a tacy w naszym kraju stanowią absolutną większość – jest pomoc bliźniemu. Nie wszyscy internauci jednak ten pogląd podzielają… Oto przykład jak podsumował (na portalu Interia) treść poprzedniego odcinka niejaki „Hjj”:

Hjj

Ten co napisał ten pseudoporadnik jest diabłem i psychopatą. Żaden doradca, potwór.
Pij sam swoją truciznę, szatanie.

 Szanowni Państwo – podejmuję rękawicę! W następnym odcinku zajmę się właśnie moralną stroną pomocy naszym rodakom poturbowanym przez produkty finansowe, które zagrażają ich dalszej egzystencji.

Napijmy się razem, Hjj!

A na koniec zwracam się do mojego adwersarza.

–  Szanowny Hijj. Jako pacyfista z przekonań i z zawodu (czym się szczycę m.in.
na facebooku Kancelarii) podaję Ci moją dłoń na zgodę.

Zakopmy topór wojenny!  Zapraszam „na jednego”. Przecież nie będę pił sam…


Następny odcinek Poradnika – w kolejny czwartek, tj. 01 września br.
Zapraszamy do lektury!

.
Masz problemy ?
Skontaktuj się z nami:kancelaria@krzysztofoppenheim.pl
22 696 01 70