Publikacja dziennika Rzeczpospolita z dnia 27.01.2017 r.

Panie Prezesie, porozmawiajmy o kredytach „frankowych”

Rozszalała się na całego wojna frankowicze kontra banki. Stało się to za sprawą jednego człowieka: jest nim Cezary Stypułkowski – prezes mBanku, który w serii publikacji własnych przypuścił szarżę na kancelarie prawne, pomagające frankowiczom.
c
Postanowiłem włączyć się do tej dyskusji. Proponuję, aby tym razem przyjrzeć się kredytom „frankowym” od strony merytorycznej. W niniejszej publikacji przedstawiam argumenty, które jasno wskazują, że to banki powinny ponosić odpowiedzialność za szaloną akcję kredytów w CHF, która spowodowała obecną sytuację.

1. Bezpieczeństwo depozytów

Nadrzędną zasadą działania banków jest dbałość o bezpieczeństwo depozytów, to święta zasada obowiązująca w tej dziedzinie.

Przedstawiciele sektora finansowego w ten sposób argumentują niemożność przewalutowania kredytów frankowych na złotówki: straty mogą ponieść deponenci danego banku, tracąc swoje lokaty, gdyby bank ten był zmuszony ogłosić upadłość.
….
Żaden z deponentów przy zakładaniu lokaty nie wyrażał zgody, aby bank podejmował ryzykowne transakcje do prowadzenia akcji kredytowej w CHF, środkami pozostawionymi przez tegoż klienta na bezpiecznym depozycie.

W sposób absolutnie nieuprawniony, banki wystawiły oszczędności swoich klientów na nieprzewidywalne w skutkach ryzyko. Angażując się w akcję udzielania kredytów w CHF na tak dużą skalę, bankowcy,  złamali naczelną zasadę bankowości: przedkładając chciwość nad rozsądek i chęć zysku nad działanie zgodne ze sztuką bankową.

2.
Zdolność kredytowa.

Zgodnie z Art. 70.1. prawa bankowego: „bank uzależnia przyznanie kredytu od zdolności kredytowej kredytobiorcy”.

Banki, przy badaniu zdolności kredytowej swoich klientów, dostosowały się wyłącznie do zapisów Rekomendacji z 2006 r., która błędnie zakładała, że kurs franka może wzrosnąć o maks. 20 proc.

Dodajmy, że kredyty w CHF udzielone przed 1 lipca 2006 roku, nie zawierały nawet takiego „zabezpieczenia”: do zdolności kredytowej banki brały pod uwagę wysokość raty kredytu w CHF na dzień złożenia wniosku o kredyt.

W przypadku kredytów udzielanych w okresie 2007- IX 2008, kurs ten obecnie   wzrósł czasem nawet o 100 proc. Gdyby nie tak znaczący błąd w ocenie  ryzyka kredytowego, nie doszłoby do tak ogromnych problemów przy spłacie kredytów w CHF.  Nie mając zdolności kredytowej na kredyt we frankach szwajcarskich, klienci byliby zdani wyłącznie na zadłużenie się w złotówkach.

Powołam się tu na słowa prezesa mBanku z publikacji dla Rzeczpospolitej: „przypomnę, że nie chodzi o zakup butów, ale o umowy kilkudziesięcioletnie”. No właśnie: znacząca część klientów traciła możliwość obsługi kredytu ledwie po kilku miesiącach od zawarcia umowy z bankiem, mam tu na uwadze w szczególności kredyty udzielane w 2008 roku. Buty powinny wytrzymać choćby jeden sezon, umowy kredytowe w CHF w wielu przypadkach nawet  tego zadania nie spełniły.

Poprzez błędną politykę departamentów ryzyka kredytowego, udzielono więc setek tysięcy kredytów, w sytuacji kiedy wnioskodawca nie posiadał zdolności kredytowej.

3. Trzy zasady bezpieczeństwa akcji kredytowej w walutach obcych

Znajomość funkcjonowania i stosowania kredytów walutowych nie może  stanowić tajemnicy dla członków zarządu banku, czy też dla pracowników departamentu ryzyka kredytowego. Poniżej wymieniam  trzy zasady bezpieczeństwa, które muszą obowiązywać jednocześnie  w przypadku prowadzenia przez dany bank akcji udzielania kredytów hipotecznych w walucie obcej (tj. w walucie innej od waluty narodowej).

Zasada 1. Nie powinno się udzielać kredytów w walutach „egzotycznych” dla danego kraju.

Czyli np. w walutach krajów z innego kontynentu. Grożą wówczas nieprzewidywalne w skutkach zmiany kursów, co czyni taką akcję kredytową wyjątkowo ryzykowną.

Zasada 2.  Nie powinno się udzielać kredytów w walucie kraju, którego gospodarka jest znacząco silniejsza od gospodarki macierzystej.

Istnieje wówczas zagrożenie stałego osłabiania się waluty narodowej do waluty kredytu, co grozi znaczącej grupie kredytobiorców utratą możliwości spłaty zadłużenia, ze względu na systematyczny wzrost raty kredytu.

Zasada 3. Kredyt w walucie obcej jest bezpieczny wyłącznie w okresie wzmocnienia się tej waluty wobec waluty narodowej.

Zakłada się, że jeśli spełniona jest Zasada 1. i 2., to kursy walut zmieniają się w sposób sinusoidalny, więc bierze się kredyt – ze względów bezpieczeństwa – zawsze w tej „mocnej” w danym okresie walucie.

Są to podstawowe, powszechnie znane, zasady bezpieczeństwa prowadzenia akcji kredytowej w obcej walucie.

Jak widać, w okresie 2007 – IX 2008 (największa sprzedaż kredytów w CHF) chciwość całkowicie zaślepiła bankowców: frank wyjątkowo mocno osłabił się wobec złotówki, więc udzielanie kredytów w CHF  w tym okresie, to działanie w pełni sprzeczne z wiedzą bankową.

4. Błąd zaniechania banków – dotyczy okresu przed „czarnym czwartkiem”

„Czarny czwartek” był to przewidzenia. Przypomnę tu słowa Prezesa NBP Marka Belki z 2014 roku dotyczące kredytów w CHF, były one kierowane wprost do przedstawicieli sektora bankowego:

„(…) kre­dy­ty wa­lu­to­we, są jak spo­łecz­na ty­ka­ją­ca bomba. Nie dajmy się oszu­kać, że one nie mają żad­ne­go zna­cze­nia, że lu­dzie spła­ca­ją te kre­dy­ty, a wy jakoś sobie ra­dzi­cie z ich fi­nan­so­wa­niem. (…) Za­pro­po­nuj­cie takie  roz­wią­za­nia, które by po­zwa­la­ły ten pro­blem jakoś roz­wią­zać. To nie jest pro­blem, obok któ­re­go po­win­ni­śmy przejść obo­jęt­nie, bo to się nam bę­dzie czkaw­ką od­bi­jać.”

Powyższe słowa – niezwykle trafna ocena zagrożenia, jakie niosą za sobą kredyty walutowe – zostały wypowiedziane przez Prezesa NBP na Forum Bankowym, które odbyło się w kwietniu 2014 roku. A więc wiele miesięcy przed „czarnym czwartkiem”.  Żaden z banków nie podjął mimo tak poważnego zagrożenia żadnych działań w sprawie próby rozwiązania problemu frankowego.

Nietrudno jest stwierdzić, że społeczna, „tykająca bomba” nie została do dziś rozbrojona.

5. Odpowiedzialność za wady ukryte produktu.

To producent – a nie nabywca –  ponosi odpowiedzialność za wady ukryte produktu. W państwie prawa  zasada ta powinna obowiązywać  w każdej dziedzinie, nie wyłączając bankowości. Jakie informacje uzyskiwał potencjalny kredytobiorca przed podjęciem decyzji o wyborze waluty kredytu? Od 1 lipca 2006 roku, czyli po wejściu w życie Rekomendacji S, zarówno KNF, jak i banki uwzględniały wzrost kursu franka o 20 procent. Gdyby kurs franka faktycznie wzrósł jedynie o przewidywane 20 proc., dziś nie było by problemu „frankowego”.
..
6. Trzeba było się ubezpieczyć!

Banki, decydując się na akcję kredytową obarczoną określonym i przewidywalnym ryzykiem, jakim było w przypadku kredytów w CHF ryzyko kursowe, mogły przed powyższym się zabezpieczyć. W jaki sposób? Przez przygotowanie stosownej oferty kredytu walutowego z obowiązkowym ubezpieczeniem od wzrostu kursu franka powyżej  20 proc. w stosunku do kursu z dnia uruchomienia. Żaden z  banków takiego ubezpieczenia nie wprowadził do oferty kredytów w CHF.

W ofercie banków było wiele ubezpieczeń, zabrakło jednak najważniejszego: od skutków ryzyka kursowego. Powyższe także obciąża bank, a nie kredytobiorcę.

7. Kiedy nastąpił kryzys i czy można było go przewidzieć?

W Polsce uznajemy, że kryzys finansowy zaczął się od upadku Lehman Brothers (IX 2008). Natomiast w USA sytuacja wiszącej, nieuniknionej katastrofy nad  rynkiem finansowym to okres od 2007 roku. Tej informacji mógł nie posiadać kredytobiorca, ale z pewnością  fakty te nie były tajemnicą dla banków działających w Polsce. Przypomnę, że toksyczne aktywa prawie spowodowały upadek Deutsche Banku (ze względu na znaczące zaangażowanie  banku w tę nader ryzykowną działalność), zaś właścicielem jednego z banków – GE Money Bank, był amerykański koncern General Electric. Zarządowi GE Money Bank doskonale więc znana była sytuacja rynku kredytów hipotecznych „subprime”  w Stanach Zjednoczonych  –  znacznie wcześniej przed upadkiem  Lehman Brothers. Pomimo to, obydwa banki bardzo aktywnie sprzedawały w Polsce kredyty frankowe: zarówno w 2007, jaki i w 2008 roku.
.c
8. Inne przykłady bankowej „jazdy bez trzymanki”

Kilka banków, w tym mBank, przez pewien czas oferowały kredyty hipoteczne w jenach. Ta akcja zakończyła się dla klientów jeszcze większą tragedią (w porównaniu z losem frankowiczów), na szczęście była to mała skala.

Polbank nie dostosował swoich procedur do Rekomendacji S z 2006 roku, czyli wyliczając zdolność kredytową przy kredycie w CHF brał pod uwagę wysokość raty   z dnia wniosku o kredyt. Miał do tego prawo, bo jako oddział zagranicznego banku nie podlegał pod KNF.

W okresie najwyższego ryzyka (2007-IX 2008), kiedy to kurs franka był wyjątkowo niski, a ceny nieruchomości szybko rosły, niektóre banki przy kredytach  w CHF oferowały kwoty równe 120-130 proc. wartości zabezpieczenia. Nie rzadko spotykam się z sytuacją kiedy obecnie kredyt stanowi ponad 250 % wartości nieruchomości.

Dr Krzysztof Czerkas, były członek zarządu BRE Banku Hipotecznego, zarzuca wprost bankowcom zaniżanie poziomu odpisów aktualizacyjnych portfela kredytów w CHF, co znacząco wypacza wyniki finansowe danego banku i jest typowym zamiataniem problemu pod dywan (patrz: Krzysztof Czerkas: „Potrzebny frankowy kompromis”, Rzeczpospolita 10.02.2015).

Narzuca się więc naturalne pytanie: dlaczego mimo oczywistego, bardzo realnego ryzyka, banki kontynuowały akcję kredytową w CHF w okresie największego zagrożenia? Otóż na kredytach walutowych zarabia się znacznie więcej niż na tych  w PLN: można było zastosować wyższą marżę oraz dochodził zarobek na spreadzie: od 4% (minimum) do nawet 13 proc. (taki spread stosował „rekordzista”).

Prowadzenie tak ryzykownej akcji w okresie 2007-8, to efekt chciwości bankowców. Popartej wiedzą, że za skrajnie nieodpowiedzialne działania i tak nie poniosą żadnych konsekwencji, te zostaną przerzucone na klientów (deponentów lub kredytobiorców), albo na Skarb Państwa.  Działanie banków w opisanym zakresie w pełni potwierdza znaną maksymę:

Banki prywatyzują zyski, w zamian – uspołeczniają straty.

Bankowcy, w tym także Pan prezes Cezary Stypułkowski w swoich publikacjach, nadużywają słowa „odpowiedzialność”, chyba zapominając o jego podstawowym znaczeniu.

Przypomnijmy zatem, co oznacza ten termin: odpowiedzialność”  to nic innego, jak ponoszenie konsekwencji za swoje działania i zaniechania. Także w sytuacji, kiedy odpowiedzialność za skutki własnych działań związana jest z poniesieniem zasłużonej straty.

Obecna postawa banków nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnym działaniem.

Wręcz przeciwnie – jest to ucieczka od odpowiedzialności przez podmioty określane mianem „instytucji publicznego zaufania”.

Obrońcom banków, którzy powyższej argumentacji zarzucać będą, że „mądry Polak po szkodzie”, przypomnę, że kilka banków powstrzymało się całkowicie od akcji kredytów hipotecznych w CHF. Były to m.in. Bank Pekao SA, Nykredit, oraz BRE Bank Hipoteczny  (obecnie mBank Hipoteczny), należący do grupy mBanku.

Krzysztof Oppenheim